Jasne, już rozjaśniam!
Wywiad pt. „Wielka chwila w moim życiu w Budapeszcie”
We wstępie przytoczone słowa „pewnych krytyków” na temat niewytłumaczalnego fenomenu zespołu. „Muzyka brzmi jak syntezatory z taśmy, członkowie zespołu nieszczególnie fajni, na scenie przeciętni, a ich menager bez większego doświadczenia”. Mimo to zespół uwielbiają nastoletni fani z Anglii, Europy i Węgier. O przyczynach tego fenomenu rozmawiamy z Martinem Lee Gorem.
Na pytanie o ulubiony album na daną chwilę podaje Some Great Reward. Zapytany o to, jak pisze swoje piosenki mówi, że w momencie pisania nigdy nie myśli o tym, żeby je sprzedać w jak największym nakładzie. Po prostu pisze to, co mu przychodzi do głowy. Zaznacza też, że jeśli wpadłby na pomysł piosenki, która miałaby małe szanse na odniesienie komercyjnego sukcesu, również zrealizowałby taki pomysł. Tu podaje przykład „Stripped”, która była ryzykowna, bo nie grano jej w pewnych krajach, w tym w Ameryce z powodu takiego tytułu. Zapytany o styl ubierania zespołu i o swoje upodobania do damskich strojów mówi, że nie obchodzi go to, co ludzie myślą na temat jego wyglądu. Dalej, zapytany o to, jaki jest prywatnie, mówi, że nigdy nie pokazuje swoich emocji. Potem opowiada o swoim związku z Christine, z którą jest już 3 lata, ale nie zamierza się żenić. Na dzieci też nie czuje się jeszcze gotowy w wieku 24 lat. Dziennikarz mówi, że w danej chwili DM jest bardziej popularne w RFN, niż w Anglii, na co Martin jako przyczynę podaje to, że ich muzyka nie trafia w Anglii do szerszej publiczności, bo nie jest w stylu Madonny albo Whitney Houston. Tu dziennikarz zaczyna mówić o sukcesie zespołu Sigue Sigue Sputnik, który dotarł do 3. miejsca na angielskiej liście przebojów. Martin mówi jednak, że ich muzyka jest nudna i że zdziwi się, jeśli zespół będzie jeszcze istniał za rok. Zapytany o ulubione zespoły mówi, że lubi rock z lat 50-tych i 60-tych. Podaje również takie zespoły, jak DAF i Sparks. Zapytany o swój stosunek do Modern Talking, Bad Boys Blue czy Joys odmawia wyrażenia opinii, nie chce mówić złych rzeczy na temat innych zespołów, bo czasem muzyka do niego nie trafia, ale sami muzycy są sympatycznymi ludźmi. Dlatego nigdy nie wypowiada się na temat muzyki innych zespołów z wyjątkiem Sigue Sigue Sputnik. Zapytany o relacje między członkami DM mówi, że od 6 lat dobrze się dogadują. Tylko raz pobili się z Andym podczas kręcenia video z „Some Great Reward”. Poza tym znają się od 11 lat i są w dobrych stosunkach. Czasem kłócą się w studiu, w czasie pracy, komponowania piosenek, ale poza tym często spotykają się z Andym, bo mieszkają blisko siebie. Na pytanie o Duran Duran i Wham odpowiada, że zespoły te nigdy nie stanowiły konkurencji dla DM. Zapytany o swoje muzyczne cele mówi, że nie ma konkretnych celów. Życzyłby sobie tylko, żeby obecne sukcesy trwały jak najdłużej. Nie dąży do tego, żeby osiągać szczyty list przebojów. Cieszy się, że ich muzyka dobrze się sprzedaje, i że wciąż mogą chodzić po ulicy nie będąc atakowanymi przez szalonych fanów. A co by zrobił, gdyby stał się tak popularny, że nie mógłby już spokojnie wyjść na ulicę? Załatwiłby sobie akt zgonu i przeprowadziłby się gdzieś pod zmienionym nazwiskiem. Możliwe, że zapuściłby wtedy włosy. Zapytany o prywatne cele mówi, że chciałby tylko być szczęśliwy. Niczego innego nie chce. Na koniec dziennikarz pyta o najpiękniejsze chwile w życiu. Martin najpierw podaje chwilę, kiedy trafili na angielską listę przebojów, a następnie, jak obchodził urodziny w Budapeszcie. Publiczność życzyła mu wtedy wszystkiego najlepszego, co bardzo go wzruszyło.